Uwagi do gosci

odpowiadam wyłącznie na posty na które chce mi się odpowiedzieć ... bo warto . nie zamierzam , na razie , moderować wpisów , usuwać inwektyw , walczyć z wiatrakami itp. pamiętajcie jedynie "polemisci" , trolle i sfrustrowani , że czytając mój blog i wypisując swoje uwagi zwiększacie jego "oglądalnosć" , a tym samym przyczyniacie się do rozpowszechniania moich poglądów . Dziękuję

czwartek, 21 lutego 2013

Odpowiedzi na dopowiedzi

Z uwagi na przerwę grypianą opusciła mnie wena. Postanowiłem ją jednak za włosy przyciągnąć i przelać na ekran ciąg dalszy przemysleń rozmaitych zainspirowanych po częsci dopowiedzeniami pod poprzednim postem. Pociechą niewielką dla mnie jest, że wena opusciła i naszych polityków i naukowców i dziennikarzy poważnych. W zasadzie więc o co mam pretensje? Tacy jestesmy, działamy gdy nas cos najdzie, gdy wielka potrzeba, gdy cos się wali i trzeba podtrzymać, a najchętniej to z szabelką na wroga bo codziennosć nas męczy.
Może jednak należy to zmienić, a w zasadzie przypomnieć sobie, że byli i u nas wizjonerzy lub po prostu ludzie patrzący dalej i szerzej. Zamiast wciąż przypominać i swiętować te chwile gdy chwalebnie dostawalismy w dupę, promować te chwile i tych ludzi którzy w pocie czoła tworzyli podwaliny pod przyszłosć. Zamiast swiętować wyniszczenie podstaw gospodarki w wyniku "ruchawki" 1863 roku promować ciężką pracę w Wielkopolsce która tę gospodarkę choć w niewielkiej czesci kraju do swiata przybliżała. Nie przypadkiem to tam było jedyne zwycięskie nasze powstanie, bo było przygotowane i efektem nie było zniszczenie kompletne miasta i smierć tysięcy najlepszych lecz ich ocalenie dla przyszłosci. Po prostu miał kto pracować, a nie pozostali wyłącznie ci którzy mieli  opłakiwać naszych drogich poległych. Wciąż zachodzę w głowę jak grupa społeczna która stanowiła około 10% ludnosci narzuciła swój ogląd swiata całej reszcie i to w dodatku tak, że wszyscy czują się ich "spadkobiercami" zarówno tradycji jak i chwały. Szkoda, że najczęsciej i wszelkich przywar w tym głupoty prostej, zacietrzewienia i sobiepaństwa ze szczególnym uwzględnieniem braku szacunku dla wszelkich "wojewodów". Cudem w tej sytuacji jest, że znajdowali się  u nas wizjonerzy, a w zasadzie jak wczesniej wspomniałem, ludzie potrafiący patrzeć dalej niż tu i teraz. To on zbudowali np. Gdynię czy COP, ale i fabryki trochę większe niż gorzelnia przy folwarku.
To, że społeczeństwo w swej gromadzie żyje dniem dzisiejszym i tym za co kupić chleb, cos do chleba i jak spłacić kredyt jest chyba normalne w każdym zakątku swiata. Jednoczesnie jednak to społeczeństwo mądrze pokierowana lub popchnięte lub zmanipulowane lub odpowiednio przygotowane, dowodem i akcje Naszego Dziennika czy Trwam wspominane i akcje ACTA nie wspominane. 
Dlaczego nie wykorzystać tego ku lepszym celom, przygotowując, popychając w kierunku zmian i w kierunku również poszukiwania zmian i innych rozwiązań. Nigdzie i nigdy ludzie z wizją nie stanowią większosci, ale muszą być w ogóle i cierpliwie wskazywać kierunek. A media, szczególnie publiczne, ale i te bardziej odpowiedzialne prywatne, są od tego by te wizje dostrzec i promować, a co najmniej stwarzać pole do dyskusji, dyskusji cierpliwie powtarzanej, a nie porzucanej co chwila dla kolejnego "niusa".
Dorosłem w czasach gdy pod rządami wrażej "komuny" istniało cos takiego jak konwersatorium Doswiadczenie i Przyszłosć gdzie myslano jak w warunkach "przejsciowych trudnosci" stworzyć cywilizowany kraj. To były czasy gdy przy cenzuralnych ograniczeniach "Polityka" była opiniotwórczym pismem, a w "Przeglądzie Technicznym" pisali Ernest Skalski czy Sylwester Thieme uczący podstaw normalnej ekonomi i szukający rozwiązań jak te podstawy wprowadzić w życie. To były czasy gdy Stefan Bratkowski czy Mieczysław Rakowski wskazywali kierunki zmian. To wynikiem takiej cierpliwem publicystyki byla pierwsza i jedyna do dzisiaj prawdziwa reforma uwalniająca działalnosć gospodarczą czyli reforma Rakowskiego-Wilczka.
Była możliwa do wprowadzenia, wbrew obowiązującej doktrynie, własnie dlatego, że wczesniejsza dyskusja stanowiła zaczyn, drożdże i przygotowała mentalnie do jej przyjęcia. Obecnie chyba tylko Jacek Żakowski jest dziennikarzem który porusza tematy inne niż bieżące, widzącym szerzej niż nasze podwórko i widzącym inne możliwosci niż powszechnie przyjmowane jako jedynie możliwe. Jego "Anty TINA" powinna być lekturą obowiązkową od najwczesniejszych klas bo uczy własnie, że nie zawsze to co jedyne jest naprawdę jedynym możliwym. Mimo upływu lat od wydania jest ciągle aktualna.

c.d. nastąpi ...lub nie

wtorek, 5 lutego 2013

co dalej Polsko?

jako, że z założenia miał to być blog "poważny" społeczno-ekonomiczny, powoli  w tym kierunku dążę w kolejnych postach.
    nurtuje mnie od dłuższego czasu tytułowe pytanie. ciągle mi brakuje w dyskusjach wszelkich gremiów szerszej perspektywy. wciąż wszelkie dyskusje skupiają się na bieżących miałkich sprawach, a to czy zbudowano odpowiednią ilosć dróg i dlaczego zbyt mało, czy samolot dupnął na ziemię z powodu helu, alkoholu czy zwykłej nieudolnosci i brawury, czy szkół jest za dużo czy za mało i dlaczego moje dziecko ma mieć dalej oraz czy przywileje jakiejs grupy są zbyt małe,czy zbyt duże i dlaczego to nie moje przywileje.
    nie twierdzę, że są to sprawy mało ważne, też często mam jakies zdanie na ich temat i czasem nawet je wypowiadam, brak mi jednak w tych sprawach szerszego kontekstu. bo dopóki nie okreslimy celu, dokąd dążymy, to nie będziemy wiedzieli czy robimy to własciwymi metodami i z zastosowaniem własciwych srodków, również w zakresie dróg, szkół i przywilei. wciąż pozostajemy w doraźnosci i celów i osiągnięć.
   jako człowiek w latach już nieco posunięty przeżyłem kilka  reform rozmaitego autoramentu, zmianę systemu, upadek gospodarki, jej rozwój, parę kryzysów w tym małżeńskie. i jedno co pamiętam jako niezmienną stałą-stałą to to, że ciągle gonimy swiat.   pamiętam też, że ciągle w tym biegu czujemy czyjs oddech na plecach. raz jest to oddech tych którzy biegną z nami lub nas doganiają, a często niestety jest to oddech tych którzy nas dublują i robią już kolejne kółko na bieżni. 
może więc warto zastanowić się po co my tak gonimy, a przede wszystkim dokąd. już kiedys bylismy szóstą czy siódmą potęgą gospodarczą swiata, okazało się że dętą. chcemy powtórki? nie jestem przy tym zwolennikiem teorii, że wszystko zostało rozsprzedane lub rozkradzione. ot po prostu gonilismy swiat nie w tym kierunku, a często inni pobiegli szybciej i dalej. gospodarka to nie jest sprint lecz sztafeta. jak ma się dużo zawodników, tak około miliarda, to wygra się z każdym. to kwestia skali.
   w związku z tym rozważam często, szczególnie że jestem człekiem leniwym, a może by tak usiąsć? usiąsć i zastanowić się jakie mamy szanse wygrać bieg, jakie mamy atuty i w jakiej dyscyplinie wystartować. 
w produkcji masowej nie wygramy z Chinami, Indiami, Indonezją czy nowym graczem wchodzącym na rynek Brazylią. w produkcji wysoko przetworzonej nie przeskoczymy obwarowań patentowych, licencyjnych oraz koniecznosci zainwestowania ogromnych pieniędzy w rozwój. zwyczajnie nie mamy takiej kasy i nie mamy naukowców nastawionych na szukanie rozwiązań komercyjnych, pracujących ku celowi, a nie na poziomie badań podstawowych.  niebieski laser czy grafen to raczej wypadki przy pracy niż reguła.
mam w związku z tym powyżej taki niesmialy pomysł, stwórzmy swoją niszę. bądźmy skansenem Europy, a biorąc pod uwagę postępującą globalizację, w niezbyt odległej przyszłosci skansenem swiata . i wbrew pozorom nie rzucam tego pomysłu dla żartu. jest to pomysł oparty na zasadach gospodarki, tworzenia firm. jesli nie masz szans w konkurencji istniejących produktów wykreuj nowy produkt tak indywidualny, by jak najdłużej być jedynym jego dostawcą. ciekaw jestem Waszego zdania, swoje, jesli wzbudzi zainteresowanie, rozwinę w kolejnym poscie.....jak mnie najdzie by go napisać.

p.s. Ewa zwraca mi uwagę, że nie odpowiadam na wpisy pod moimi postami i że jest to niegrzeczne.
tworząc bloga, pozwoliłem sobie zamiescić notkę, że nie będę odpowiadał na wszystkie wpisy. odpowiadam gdy moja notka wnosi cos nowego lub rozwija temat poruszony . zapewniam, że wszystkie wpisy czytam z uwagą...i odnotowuję kto u mnie NIE pisze
  

wtorek, 29 stycznia 2013

wyznanie państwa

czy jestesmy panstwem wyznaniowym? osmielam się stwierdzić, że tak. nie jest istotne, że w Konstytucji mamy zapisaną neutralnosć swiatopoglądową, ani to , że taka neutralnosć jest wciąż deklarowana przez naszych władców. istotne jest faktyczne stanowienie prawa i obyczaju.
o tym, że mam rację swiadczy wiele zaszlosci i rzeczy dziejących się teraz. poczynając od samego uchwalenia wspomnianej Konstytucji i dyskusji nad odwołaniami do Boga, przez prawa stanowione w tym o komisji majątkowej  przyznającej profity kosciołowi katolickiemu i udupionej natychmiast po stwierdzeniu przekrętów. o tym, że jestesmy państwem wyznaniowym swiadczy fakt indoktrynacji dzieci w szkolach na praktycznie przymusowych lekcjach religii. nie mówmy o dobrowolnosci i możliwosci wyboru biorąc pod uwagę srodki nacisku i możliwy ostracyzm srodowiskowy dotykający zarówno dziecko jak i rodziców. czym jak nie praktycznym wprowadzaniem zasad państwa wyznaniowego jest stawianie na bacznosć ministrów lub posłów przez hierarchów koscielnych, wzywanie do wyjasnień, uzgadnianie praktycznie wszystkich istotnych ustaw z kosciołem? 
czym jak nie wprowadzaniem zasad państwa wyznaniowego jest udupienie wszystkich projektów ustaw o związkach partnerskich?  pomijam przy tym chamstwo, arogancję i zwykłą niegrzecznosć wyznawcó jedynej słusznej wiary. ich ignorancja we wszelkich sprawach jest zwyczajnie oczywista. ta ignorancja szczególnie wyraźnie jest widoczna własnie przy dyskusjach o sprawach które wymagają  zastanowienia, empatii, zrozumienia dla innych ludzi i miłosci dla nich. tego wszystkiego czego naucza ich religia. to przecież w państwach wyznaniowych wszyscy muszą się dostosować do wymogów obowiązującej religii. tak jest w Iranie w Izraelu w Arabii Saudyjskiej. ale tam nie boją się przyznać tak rządzi u nas religia. przyznajmy i my. 
wówczas eksponowana obecnosć przedstawicieli Koscioła na każdej uroczystosci państwowej będzie usprawiedliwiona, wówczas odwołanie do Boga w przyrzeczeniu poselskim czy ministerskim będzie uprawnione. ale dopóki nie powiemy głosno "tak jestesmy państwem wyznaniowym", dopóki nie zapiszemy tego w Konstytucji to na pogrzebie kardynała Glempa nie powinno być Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego. Mógł być Bronisław Komorowski pełniący funkcję Prezydenta RP, prywatnie. bo nawet jesli przyjmiemy, że był to pogrzeb wysokiego funkcjonariusza obcego państwa to powinien tam być urzędnik państwowy niższej rangi niż Prezydent.
robi mi się duszno w naszym kraju 
 

poniedziałek, 31 grudnia 2012

podsumowanie

              Kończy się kolejny rok i stwierdzam kolejny raz, że w zasadzie nic się nie kończy. To pocieszające. Mniej radosne jest to, że tym samym nic się nie zaczyna. Nadają własnie w mojej 3-jce stary przebój Czerwonych Gitar "To był rok, dobry rok z żalem dzis żegnam go..." ... z żalem nie, ale i nie z radoscią, ot minął. 
Z jednej strony to był dobry rok, bo go przeżyłem,   przeżyłem z kims kto jest mi bliski, a już przez kilka wczesniejszych lat nie przypuszczałem, że ktos taki ze mną będzie. Nie było mi z tym przekonaniem źle, ale nie było i radosnie.
   Podsumowując ten rok, jak i wczesniejsze lata, bo przecież nic się nie kończy nic nie zaczyna, od strony zawodowej był byle jaki. Zazdroszczę, ale bez zawisci i żółci, Teatralnej jej pasji, zaangażowania i radosci z jaką pracuje i opowiada o pracy. Ja tej pasji juz od dawna nie mam, a praca jest dla mnie tylko źródłem sródków do życia. Mam nadzieję, że nowe zajęcie w jakie pomału wchodzę da mi choć trochę tej przyjemnosci.
   Podsumowując rok domowo, prywatnie, osobiscie ...jest dobrze i tu tym bardziej dobrze, że nic się nie kończy nic nie zaczyna... to znaczy, że będzie dobrze. Bo dobrze jest gdy jest się z kims z kim jest dobrze nawet jak nie jest dobrze. Poza tym jakąż radosć dać może gdy Juniorka odezwie się ludzkim głosem :-) , koty nie uciekają i trafia się do domu bez sprawdzania adresu na karteczce wszytej w wewnętrznej kieszeni, do tego zdrowie nie najgorsze...czegóż chcieć więcej. Od dawna twierdzę, że nie należy szukać SZCZĘSCIA lecz zauważać małe radosci które zazwyczaj leżą gdzies przy scieżce którą drepczemy.
   Tak więc nic nie kończąc i nic nie zaczynając podsumowuję .... lubię swiat jaki mnie otacza czego i Wam życzę, bo Was też lubię.

p.s. ostatnio trafiłem gdzies na spostrzeżenie, że słowo "żółć" jest najbardziej polskim słowem, składa się z samych polskich liter, podkreslajmy polskosć w inny sposób ...np. wycinając hołubce

wtorek, 13 listopada 2012

sprawiedliwie co nie znaczy, że po równo

przywołany do porządku, wyciągnięty za uszy i zawstydzony z powodu spóźnienia odpowiadam na pytania teatralnej, na częsć pytań odpowiedź jest w zasadzie we wczorajszym wpisie, ale mój pierwiastek kobiecy podpowiada mi, że mogę po czesci zmienić zdanie
1. Ulubiony film/książka? 
filmy pozostają, a książki hmmm trudno powiedzieć bo to się zmieniało w latach. kiedys wszystkie Tomki Szklarskiego, potem był Wańkowicz pa wsiem, London z jego dwoma najwspanialszymi opisami walki z alkoholizmem, był chyba pierwszym który to zrobił tak do dna się obnażając, wywalając na wierzch wlasne słabosci. potem w zasadzie wszystko co mi wpadło pod rękę, w bibliotece szkolnej, a potem zakładowej czytałem regałami. teraz musi mnie zaciekawić człowiek w sytuacji ekstremalnej np. więc Życie Pi lub Ewangelia według Jezusa Chrystusa. nie potrafię przekonać się do nowych autorów, ciągle wydaje mi się, gdy biorę taką książkę do ręki, że już to czytałem tylko było lepiej opowiedziane
2. Ulubiony deser?
kawa z kardamonem i szczyptą cynamonu, do tego kieliszek brandy.... w oddzielnym naczynku. naczynka nie muszą być małe
3. Jaką formę relaksu lubisz najbardziej? 
j.w. , lub leżenie bykiem, lub leżenie bykiem parami, lub leżenie bykiem parami na pokładzie jachtu we w w miarę cichej przystani, lub siedzenie przy ognisku w większym towarzystwie w tejże przystani ....wówczas j.w. konieczne
4. Trzy najgorsze wady facetów?

mianie racji jako imperatyw, mianie racji jako imperatyw gdy rozmawia z kobietą, mianie racji jako imperatyw gdy rozmawia z podwładnym ...czyli w zasadzie to co większosć z Pań pisała chamstwo
5. Czy lubisz niespodzianki?

lubię spodzianki, czyli niespodzianki których oczekuję
6. Gdybyś mogł urodzić się raz jeszcze, co byś zmienił?

wszystko, bo urodził bym się jako dziewczynka, tylko jeszcze nie wybrałem czy jako słodka idiotka czy jako wredna zołza
7. Marzenie do spełnienia na już?
ponieważ Chińczycy uważają, a ja ich uważam za mądrych z uwagi na dlugowiecznosć cywilizacji, że gdy Bóg chce się zabawić to spełnia ludzkie marzenia, nie marzę. biorę życie jakim jest starając się nie przegapić różnych jego przejawów jakie w pobliżu się zdarzają 
8. Czy lubisz święta? Jakie?
czym starszy jestem tym bardziej mam obojętny stosunek do swiąt, cieszę się, że nadchodzą bo pozwalają zatrzymać się w galopie i spotkać z innymi
9. Czy łatwo Cię zdenerwować?
jestem wzorcem spokoju i zrównoważenia (obawiam się że Ewa będzie miała odmienne zdanie, ale ja zniosę to ze stoickim spokojem)
10. Z jakim typem ludzi nie mogłabyś wytrzymać w jednym pomieszczeniu godziny?   
z kims z kim źle się milczy, rozmawiać można z najgorszym nawet palantem
11. Czego się boisz?
braci Rojek, nie wiem tak naprawdę co mają w koszu 
to chyba wyczerpuje mnie i zakres pytań. uprzejmie upraszam o nie wlepianie następnych ;-)
 

poniedziałek, 12 listopada 2012

bez wlepki

dostałem od zante wlepkę, nagrodę... hmmm za jakosć bloga.
     ponieważ uważam, że za krótko piszę bloga by otrzymywać nagrody, ja nie prezydent Obama by dostawać za sam potencjał, postanowiłem wlepki nie wklejać lecz odpowiedzieć na pytania. prawdę mówiąc nie mam pomysłu na nowy post, a w zasadzie mam tych pomysłów kilka i jeszcze je przemysliwam więc odpowiedzi trafiają się jak slepemu psu kura.
     co najważniejsze pytania zante są dobrymi pytaniami, mam nadzieję, że moje odpowiedzi nie będą gorsze. przypominam tylko, że w swoim pierwszym poscie uprzedzałem, że lubię dygresje, zdania wielokrotnie złożone itp.
1) Nadejdzie taki dzień, że …
     się obudzę i to będzie sobota i sobie uswiadomię, że wczoraj też była sobota i jutro też będzie sobota, taki nieustanny dzień swistaka czyli emerytura lub rentierstwo( nie reniferstwo)
2) Gdyby z nieba spadło mi 3000 zł…
     jeszcze nie tak dawno (w porównaniu z wiecznoscią) mógłbym na to pytanie odpowiedzieć jak w starej anegdocie. Pyta kumpel kumpla, powiedz Kazik co bys zrobił gdybys trafił główną wygraną na loterii...hm po pierwsze spłacił bym długi, a co z resztą? a resztę poproszę o prolongatę. tak więc to do niedawna, obecnie mam jednak osobistą główną księgową. dzięki temu po pierwsze nie mam długów, po drugie mam do pierwszego, a po trzecie wydal bym te trzy tysiące dyskretnie, ale z uwzględnieniem potrzeb kięgowej...jakis rejs albo lot, albo Barcelona bajnajt na ten przykład
3) Najcenniejszą moją pamiątką jest…
    nie mam cennych pamiątek, chyba w ogóle nie mam pamiątek
4) Są filmy, których się nie zapomina. Dla mnie to…
     "Mały wielki człowiek" z Dustinem Hoffmanem bo to film o człowieku który całe życie był przez życie kopany, i całe życie w życiu miał szczęscie bo brał małe szczęscia nie czekając na wielkie. Jednoczesnie jest to film o tym, że dzicy są ludzcy, a cywilizowani  zwierzęcy być mogą.
Jeszcze "Zielona mila" bo mówi o tym, że stosując się do zasad można zabić Boga, a działąjąc wbrew zasadom przywrócić sprawiedliwosć, no i mówi o tym żeby uważać z cudami.
Aha, obie ksiązki są takimi do których czasem wracam niewiele już mi takich zostało.
5) Taki niby drobiazg, a mnie cieszy. Dla mnie to…
     pamiętam gdzie położyłem klucze i trafiam kluczykiem do stacyjki za pierwszym razem
6) Pieniądze szczęścia nie dają, ale…
     gdy są, łatwiej znosić nieszczęscia....  swoje i cudze
7) Rozśmiesza mnie do łez…
     już nic, są wspomnienia,  sytuacje w pracy (vide Dilbert) , sceny w filmach które wzbudzają u mnie usmiech , smiech serdeczny , Ewa własnie powiedziała, że należę do ludzi często się smiejących, ale do łez już chyba dawno nie
8) Przyjaciel to…
     ktos dla kogo, gdy potrzebuje, wstaję od niedzielnego obiadu, wychodzę z narady u szefa, przerywam seks, mogę zabić... i wiem, że on to też zrobi. mogę w tym punkcie dodać jeszcze jeden film "Strach na wróble" bo to własnie o takiej przyjaźni.
9) Jest posiłek i bywa uczta. Dla mnie to…
     nie chcę, by to zabrzmiało napuszenie, górnolotnie... echhh .... ucztą jest dla mnie każdy posiłek z kims bliskim, gdy go przygotujemy, zaprosimy Młodą (juuuuż idę, zaaaaraz, no jeeeeestem) i wspólnie jemy. Posiłek to gdy się posilam szybko i samotnie
10) Otacza nas mnóstwo sprzętów i gadżetów. Nie wyobrażam sobie życia bez…
      nie ma takiego sprzętu, może z uwagi na wygodę samochód, ale to z powodu daleko posuniętej choroby cywilizacyjnej, przyrosnięcie dupy do fotela
11) Jutro będzie nowy dzień i niech mi przyniesie…
     niech otworzę oczy  i wstanę i niech będzie Ewa i bądźmy zdrowi na naszą miarę i możliwosci z resztą sobie poradzimy 
To tyle, mam nadzieję, że w miarę interesująco, nuda jest najgorszym wrogiem blogera ;-)

niedziela, 4 listopada 2012

wspaniały kraj....
ten w którym żyjemy. Czy jest gdzies spokojniejszy, bardziej uładzony, mający mniej problemów kraj niż Polska. Chyba nie ma.
 Czym albowiem zajmują się publikatory, poważni dziennikarze, politycy w naszym spokojnym kraju? Najpierw dwa tygodnie rozważań kto winny tego, że napadało do basenu narodowego czasem zwanego stadionem. Potem, po wywaleniu z posady winnego deszczu, zajęci bylismy ustalaniem kto od listopada będzie zarządzał związkiem piłki kopanej w Polsce i dlaczego Boniek jest najlepszy.
 Od tygodnia zas mamy problem jak to się stało, że po ostatnim przewożeniu samolotem prezydenckim żołnierzy do Afganistanu nie pozamiatano i trotyl co to go szer.Kowalski rozsypał urwał brzozę ruskim, za co oni na samolot napuscili hel we mgle, no i nam prezydent dupnął na ziemię wraz, niestety, z małżonką i osobami towarzyszącymi, a skutkiem ubocznym jest wydmuchanie przez wybuch rozumu z głowy posła Macierewicza.
W między czasie zas odbyła się pewna sesja w Brukseli istotna dosć dla naszej kasy w latach najbliższych i o tym w publikatorach cisza. W Sejmie dziewczęta i chłopcy w przebraniach posłów uchwalili kilka ciekawych praw również mogących za czas jakis namieszać niezgorzej. Minister zdrowia przedstawił propozycję kolejnych sposobów reanimacji trupa  NFZ w postaci transfuzji srodków, finansowych oczywiscie na uszczelnienie systemu i jego usprawnienie. Ciągle kurnać jakos politycy nie potrafią doczytać w Konstytucji RP, że państwo czyli Państwo, czyli my naród zobowiązujemy się każdego obywatela RP leczyć na koszt państwa czyli nas. I w związku z tym wydawanie jakiejkolwiek kasy na systemy liczące ile kto odłożył na którą kupkę i ile komu się należy to zwykłe wyrzucanie kasy. No może dla firm komputerowych nie jest to wyrzucanie. 
Podobnież wyrzucaniem kasy jest tworzenie etatów, co zauważyło wielu przedsiębiorców, jesli rynek pracy zmienia się szybciej niż dotrwanie do emerytury na stołku przydzielonym po ukończeniu studiów. Nie łudźmy się i nie łudźmy naszych dzieci i wnuków "to se ne vrati" ...czasy gdy pracowało się od zaczątku do przejscia na emeryturę skończyły się bezpowrotnie. Własnie usiłowałem sobie wyobrazić zawód w którym to jeszcze możliwe i nawet babcię klozetową szybko zredukowałem.
Zamiast opowiadać banialuki o walce z umowami "smieciowymi" trzeba szukać rozwiązań jak te umowy dostosować do rynku, a młodych do umów.
to by było na tyle na dzisiaj, zante mnie popędziła więc żem napisał co mi przyszło do głowy ostatnio